<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>http://hawkeye.jogger.pl/</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 09:00:46 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Plany.</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/06/20/plany/</link><description>Wakacje się już rozpoczęły, przydałoby się ten czas jak najlepiej spożytkować. Moje liceum nauczyło mnie szanować czas wolny, zdecydowanie zwiększył jego rangę w moim życiu. Prawda jest taka, że gimnazjum mnie zagłaskało. Miałem średnią 5.0, a przecież nic wielkiego nie robiłem. Oczywiście to się odbiło na moich wynikach w liceum, ale ten temat już lepiej zostawię... ;)
Więc jak wykorzystać ten okres? Zaczniemy od sportu. Postaram się co najmniej trzy razy w tygodniu biegać z rana. Nienawidzę biegać, ale moja kondycja wręcz leży. Nawet spacery potrafią mnie doprowadzić do zadyszki, a to jest chore. Późno wstawać też nie zamierzam, szkoda czasu.
Wieczory zamierzam spędzać na informatyce lub matematyce. Jestem kiepskim uczniem, nie mogę się popisać wiedzą. Jednak mam ambicję, żeby zdawać informatykę na maturze. Nad matematyką natomiast muszę popracować.
Żeby opowiedzieć o tym, co będę robił w południe i po południu, muszę się pochwalić: kupiłem gitarę elektryczną! Moim wyborem jest Fender Squier Bullet, który dla początkujących jest całkiem niezły. Kupiłem do tego piecyk 10-cio watowy Orange Crush - naprawdę jest wart swojej ceny!
Środek dnia poświęce właśnie gitarze. Jeżeli się już wystarczająco nagram, to najpewniej będę się bezwstydnie opierdzielał. ;)
Moje plany mogą ulec zmiane, jeżeli znajdę robotę. Chciałbym móc popracować i to gdziekolwiek. Motywują do tego mnie dwie rzeczy: dług zaciągnięty u rodziców oraz moja własna chęć. Mogą być jednak problemy. Mieszkam w powiecie o największym bezrobociu w całej Polsce, ale nie mam zamiaru się poddawać na starcie.
Mam też zamiar częściej pisać na joggerze. Zapuścił się, biedak... ;)
Hm, niestety z planami bywa różnie...
</description><pubDate>Sat, 20 Jun 2009 21:17:00 +0200</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/06/20/plany/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Blok.</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/05/01/blok/</link><description>Życie w bloku mieszkalnym ma swoje plusy i minusy. Ma swoje specyficzne problemy i historie. Jak to jest nieodłącznie w życiu: specyficzne problemy = ludzie.
Chyba każdy, kto mieszka w bloku, ma swojego sąsiada typu 'hałaśliwy'. Poczynając od głośnej muzyki, po towarzystwo, które najczęściej urzęduje na klatce schodowej popijając alkohol, lub w piwnicy popalając marihuanę. Chyba jedyne, co takim ludziom się w życiu udało, to wymiotowanie wszystkimi kolorami tęczy. Istny artyzm.
Bardzo martwię się o mojego sasiąda, od kilku lat ma problemy ze słuchem, które się pogłębiają. Może powinienem zaproponować mu, żeby odsprzedał mi swój subwoofer? Czy po prostu wpaść z młotkiem i uratować siłą jego uszy? Hm...
Sasiąd praworządny vel. strażnik teksasu. Człowiek, któremu wiecznie coś nie pasuje, wiecznie coś robi w piwnicy (co słychać na całej klatce) i który jest wiecznie pijany. Najbardziej imponuje mi, kiedy wspina się po schodach niczym himalaista z wieloletnim doświadczeniem.
Sąsiadka 'macie może sól?' - hipochondryczka, maruda, ponoć biedna (ciekawe kiedy jej syn będzie znowu komputer odnawiał...). Kobieta, która robi megaproblem z byle pierdoły. Przyjdzie, siądzie i lamentuje. Mi natomiast uszy puchną i szlag trafia, jak głupim ludziom jest w życiu łatwiej. Jej tatuś podobno do partii należał...
Teraz będzie najlepsza!! Unikatowa! Sąsiadka schizofreniczka. Jako, że popularna jest poprawność polityczna itd., to nic się o niej nie dowiecie. To trzeba po prostu doznać. Sorry... :)
Interesujący są też ludzie, którzy odwiedzają moich sąsiadów. Znajdzie się wśród nich taka babcia, która zawsze ma coś do powiedzenia o prowadzeniu klatki schodowej. Zawsze przez nią tracę 5 minut życia słuchając jak to tu brakuje żarówek, jak jest nie posprzątane, jak tu bla bla bla... Najgorsze jest to, że to nie ja odpowiadam za porządek. Za to świetnie spełniam swoje obowiązki ograniczone do nieśmiecenia, inni i z tym mają problemy.
Ciężko jest mieszkać na parterze w bloku mieszkalnym. Jak rzucić papierek - na parterze. Jak pić piwko - na parterze. Jak załatwić potrzebę (sic! - i takich gości i SĄSIADÓW miałem) - na parterze. Nawet takie zamykanie drzwi od klatki jest ciężkie, a wydaje się być prostą czynnością. Zimą to wyjątkowo mocno boli...
Kieruję więc apel do wszystkich ludzi, którzy z kimkolwiek sąsiadują - popatrzcie, czy aby komuś nie przeszkadzacie, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy Wasz ukochany sąsiad zacznie się mścić za lata wytrzymywania waszych przywar. Jeżeli jesteście syfiarzami i kochacie śmiecić, to ok, ale obrzucajcie się w swoich mieszkaniach swoimi brudami. Jeżeli chcecie głośno odreagować dzień, to won na dyskotekę, a nie molestować biednego człowieka powtarzającymi się niskimi i głośnymi tonami. Jeżeli macie ochotę na piwko, lub na więcej, to zapraszam do pubów, a nie robicie menelnie z klatki schodowej. Jeżeli spodziewacie się po raz enty ciężkiej choroby, to idźcie lekarzowi czas marnować, a nie drugiego człowieka zmuszać do słuchania tych pierdoletów.
Uwielbiam życie w bloku. Kocham swoich bezmyślnych sąsiadów.
</description><pubDate>Fri, 01 May 2009 20:01:14 +0200</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/05/01/blok/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Marzenia</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/18/marzenia/</link><description>http://www.youtube.com/watch?v=6PPlkOyaqaQ
Zobaczcie, posłuchajcie! Znalazłem to na opisie w komunikatorze u jednej z koleżanek. Mnie to osobiście wcisnęło w krzesło i wzruszyło. Niesamowite wykonanie piosenki przez 47-letnią kobietę, która na początku może się wydawać nawet groteskowa... Szok, szok, szok i ja chcę jeszcze więcej!
Ta kobieta miała swoje marzenie od dziecka, no i zaczęła je realizować. A co z Twoimi marzeniami?
</description><pubDate>Sat, 18 Apr 2009 16:07:21 +0200</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/18/marzenia/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Się ogarnij, no!</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/13/sie-ogarnij-no/</link><description>No i się ogarnąłem. Odpękałem dwie moje osiemnastki. Pierwsza była zorganizowana dla moich kolegów i koleżanek, druga dla mojej rodziny. W sumie na obydwu się dobrze obłowiłem i co jest ważniejsze: świetnie bawiłem. Goście też nie mogli narzekać, a przynajmniej wyglądali na zadowolonych, jak wychodzili. ;))
Wszystkie prezenty były ciekawe i wszystkie mi się podobały jak najbardziej. Wymieniać nie będę, bo co Wam smaku robić będę. ;)
No i doprowadziłem Ubuntu do jako takiego stanu. Odpicowałem go, włączyłem wodotryski, żeby móc się nacieszyć efektami. Filmy też już działają - VLC był rozwiązaniem. ;)
Doszedłem ostatnio do pewnego wniosku. Są rzeczy, których nie lubię (np. ignorancja), ale ku mojej frustracji dość często łamię swoje zasady, depcząc moje poglądy. To jest paskudne i najgorsze jest to, że nie mam najczęściej nad tym kontroli. To się zdarza mimowolnie. Objawia się to co prawda w mało znaczących sprawach, ale sam fakt mnie drażni.
Żeby nie być gołosłownym, dam jeden prosty przykład. Dzisiaj cały dzień przesłuchuję albumy Iron Maiden i pisząc tę notkę słyszę Dance of Death. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś tak nisko oceniałem ten album, przecież jest genialny! Zawsze się dziwiłem ludziom, że tak wysoko go oceniają. Tak to już bywa, kiedy człowiek niedokładnie przesłuchuje muzykę, którą posiada. Eh...
Na wielu joggerach pojawiają się komentarze dotyczące żałoby narodowej. Postanowiłem, że wypowiem się i ja. Jak już wspominałem na pewnym joggerze komentując cudzy wpis, takie rzucanie żałobami dla poprawy wizerunku jest dla mnie niesmaczne. Jak można budować taki cyrk na cudzym nieszczęściu? Nie dziwi mnie już nawet, że ludzie po prostu ignorują żałoby narodowe. Mam tylko nadzieję, że obietnica pomocy poszkodowanym, nie pozostanie tylko i wyłącznie obietnicą.
Święta, święta... i po świętach. Powoli trzeba myśleć o szkole... ale z tym poczekam do jutra. ;)
</description><pubDate>Mon, 13 Apr 2009 16:20:51 +0200</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/13/sie-ogarnij-no/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Spacer</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/11/spacer/</link><description>Ostatnio z moją dziewczyną wybieram się na spacery. Pogoda jest świetna, więc możemy sobie nawzajem pokazywać swoje miejscowości. Zauważyłem, że od tych wypadów zaczynam się ożywiać, dobry humor i nastawienie powracają.
Wczoraj siedziałem z moją miłością na huśtawkach na placu zabaw obserwując jak dzieci się bawią. Dotąd taki obrazek nie robił na mnie większego wrażenia. Dlaczego?
Cały czas dążymy do dorosłości, albo staramy się bawić w naszych rodziców. Objawia się to często dość absurdalnymi zachowaniami niekiedy nie mające nic wspólnego z logiką. Budzą się w nas ambicje, planujemy swoje życie, z niecierpliwością oczekujemy na wydanie dowodu osobistego.
Jednakże po co to wszystko? Czy nie jest nam dobrze będąc dziećmi? Czy życie dorosłych jest w jakiś sposób lepsze od lat dziecinnych? Jest wręcz odwrotnie, ale niektórzy zapominają o tym. Dążymy do tej pseudodorosłości niszcząc swoje najlepsze lata. Zrozumiałem, że dzieciństwo to niesamowity i niestety krótki okres. Po co mamy go sobie skracać poprzez nałogi, politykę, pracę, samochody, wypadki i inne problemy? Tak bardzo chcemy być odpowiedzialni za swoje czyny? Dorośli zapominają o swoim dzieciństwie, stąd te częste nieporozumienia na tle pokoleń, czy też zgorzkniałość.
Nie wiem jak inni, ale ja boję się przyszłości. Chcę w dorosłości coś osiągnąć, żyć godnie. Jednocześnie wiem, że na wszystko przyjdzie czas i wystarczy w tym czasie robić to, co do nas należy.
Życzę sobie i Wam, żebyście jak najdłużeli byli dziećmi.
</description><pubDate>Sat, 11 Apr 2009 14:07:02 +0200</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/11/spacer/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Wiosenna przerwa, wiosenny burdel.</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/03/wiosenna-przerwa-wiosenny-burdel/</link><description>Do mojej mieściny zawitała już wiosna i stoi tutaj obiema nogami, przy okazji nie żałując promieni słońca z pod swojej sukni. Co by było, gdyby nagle dostała obstrukcji?
Wypadałoby wyjaśnić swoją nieobecność na blogu przez dłuższy czas. Trzeba przyznać, że jest co opisywać i nad czym się denerwować. Jeszcze w marcu zaatakował mój komputer wyjątkowo obrzydliwy wirus. Nod32 przedstawiał go jako Conficker, pech chciał, że wtedy nie było (nie wiem jak teraz) na niego sposobu. Niezależnie od tego jak się nazywa, zrobił sobie na moim komputerze niewesoły plac zabaw. Kto widział, żeby samoczynnie stacja dyskietek się zainstalowała i to wtedy, gdy ów urządzenie nie jest podłączone? Żartowniś. Narobił mi dużo problemów, takie klasyczne metody jak format czy skanowanie nie dawały żadnego efektu. Pełen frustracji sformatowałem cały dysk pod Ubuntu. Teraz przynajmniej czuję się bezpieczny.
Jak go złapałem? Nie mam pojęcia. Może ktoś z sieci osiedlowej złapał go i teraz podróżuje po wszystkich komputerach na osiedlu. Eh...
Jestem nowym użytkownikiem Ubuntu i czuję, że będę miał z nim pewne problemy. Od lat siedziałem na windzie i takie przejście bywa nieco kłopotliwe, nawet w przypadku tak prostej dystrybucji Linuxa.
Jakie to problemy? Uwaga, wymieniam: mplayer nie odtwarza filmów (ogranicza się tylko do dźwięków, problem z vo - podobno wystarczy podmienić wartość 'tego czegoś' w pliku konfiguracyjnym i będzie kiki, zobaczymy...), a w totemie obraz się przycina (widać to wyraźnie przy włączeniu pełnego ekranu, win32codecs zainstalowane), nie potrafię w sposób dla siebie wygodny zmienić wygląd systemu (eh, zawsze czegoś tam brakuje, dostaje szału!), mam też problemy z odinstalowaniem programu skompilowanego (podobno na ubuntu, niezalecana jest kompilacja, uh). Znając życie będzie jeszcze tego więcej. Na szczęście poradziłem sobie z Pidginem i dźwiękiem, z czego jestem poniekąd dumny. ;)
Wbrew mojemu stosunkowi do KK, dałem się zabrać mojej dziewczynie na rekolekcje. Muszę przyznać, że było to dość ciekawe doświadczenie. W końcu dawno nie było mnie tam. ;) Ah, no i piąteczka do dziennika od Pani Słoneczko (katechetka) zapewniona, jak słodko! ;)
No cóż, od wczoraj należę do grona dorosłych, tylko dlaczego ja się nadal czuję jak szczyl? :) Jutro natomiast będę świetował. Mam nadzieję, że znajomi będą się należycie bawić.
Jakaś refleksja na dzisiaj? Eh, nie dzisiaj!
</description><pubDate>Fri, 03 Apr 2009 16:21:34 +0200</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/04/03/wiosenna-przerwa-wiosenny-burdel/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Religia w szkołach</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/22/religia-w-szkolach/</link><description>Nie jestem osobą wierzącą. Od najmłodszych lat zamiast pogłębić moją wiarę, bardzo skutecznie mnie od niej odrzucano. Wszystko przez przymus. Jak osoba młoda ma dojrzeć do wiary i przyjąć z pełną świadomością i chęcią sakramenty, jeżeli cały czas kieruje się ją i popycha w najwygodniejszym dla dorosłych kierunku?
Religia w szkole jest dla mnie poronionym pomysłem. Zapewne pomysł ten gdzieś się sprawdza i znajdą się osoby, które z lekcji religii wiele skorzystały, ale na pewno ani ja, ani moi znajomi nie należą do tego grona.
Państwo i jego instytucje powinny być świeckie, wtedy mamy gwarancję, że możemy żyć spokojnie nie przejmując się odmiennymi poglądami lub wiarą. W Polsce w niektórych przypadkach rozdziału państwa od KK po prostu nie widać. Maturę z religii jeszcze można pominąć, będzie ją zdawał ten, kto wyrazi taką chęć, ale wliczanie tego przedmiotu do średniej jest dla mnie chore.
Przedmiot ten zakłada, że nie uczymy się tylko i wyłącznie o naszej wierze, ale również o innych. Jak to jest w praktyce? Ano różnie. W zasadzie wygląda to tak, że poświęci się kilka lekcji na religie świata, potem już można sobie posłuchać o opiniach KK. Owe opinie nie są przedstawiane jako pogląd katechety, lecz jako jedyna i słuszna prawda. W praktyce nie ma sensu wchodzić w dyskusję z katechetą, ponieważ może się to skończyć dla nas nieprzyjemnie. Tak miałem ja, tak mieli moi koledzy z klasy, tak mają moi znajomi należący do różnych środowisk.
Druga sprawa to podejście uczniów do tego przedmiotu. Większość ma go totalnie gdzieś i (podobnie jak dla mnie) jest dla nich bzdurny. Przeważnie nic z niego nie wynoszą, a w klasie robi się plac zabaw.
Sprawę niby można rozwiązać bardzo prosto. Wystarczy się wypisać z tego przedmiotu, musu nie ma. W tej chwili objawia nam się sprawa trzecia: rodzice. Przysięgali przy chrzcie, że będą dbali o nasz rozwój duchowy. Najśmieszniejsze jest to, że najczęściej o swoim zapominają, a nasza pielęgnacja duchowa polega na rozkazach i zakazach, więc jak tu się nie zniechęcić? Przez rodziców jestem zmuszony chodzić na lekcje religii i w takiej sytuacji jest wiele młodych ludzi. Jednak ja nie mam ochoty słuchać co KK uważa o danej sprawie, nie chcę żeby mi ktokolwiek narzucał swoje zdanie.
Na początku wspominałem o przymusie. Oprócz przedmiotu tak samo miałem z bierzmowaniem. Indeks z podpisami po każdej mszy? Już czuję się bliżej nieba! Na szczęście księdza wikariusza miałem w parafii bardzo ustępliwego, więc załatwiłem sobie 50 takowych wpisów na raz, co mi ułatwiło znacznie życie. Od kiedy chodzenie do Kościoła powinno być obowiązkiem, nie licząc świąt?
No i poglądy KK. Z niektórymi po prostu się nie zgadzam. Spory problem mają ludzie wierzący, których zdania są różne od KK, a są oddani Bogu.
Młodym ludziom zamiast wskazywać drogę, lub możliwe opcje narzuca się jedną, zdaniem dorosłych &quot;słuszną&quot;. Dlaczego rozmowa, jest zastępowana nakazami? Wiadomo, najlepiej wszystko wpisać pod bunt wieku dorastania, ale to nie jest rozwiązanie.
Brakuje wzorców. Nie mówię tutaj o JPII, ale o zwyczajnym człowieku, który swoim postępowaniem dawałby nam zwykły przykład na to, jak można żyć. Lecz po co dawać przykłady? Raz się mówi &quot;dzieci i ryby głosu nie mają&quot;, żeby po chwili usłyszeć &quot;jesteście na tyle dorośli, żebyście wiedzieli, jak się zachować!&quot;. Szczerze mówiąc mózg się lasuje, a pomocy znikąd.
</description><pubDate>Sun, 22 Mar 2009 12:35:26 +0100</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/22/religia-w-szkolach/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Wiosna, wiosna!</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/21/wiosna-wiosna/</link><description>Tak! Tego oczekiwałem od bardzo długiego czasu. Wyglądając przez okno z radością witam słońce! Mimo zimna jaki jest na zewnątrz i tak nie mogę ukryć zadowolenia, ponieważ budzę się w końcu z drzemki zimowej!
Nienawidzę zimy. Dla mnie to pora nie do zniesienia. Jest mokro, zimno, ciemno, a śniegu zazwyczaj nie ma. Jest za to tona błota na każdy metr kwadratowy. Matka Natura dobitnie nam pokazuje, jak nas nie lubi i tylko czyha na to, aż postawimy nieuważny krok niszcząc swoje nowe ciuszki. Ta pora roku doprowadza mnie do frustracji i ciągłego zmęczenia.
Więc jak tu nie kochać wiosny? Wszędzie jest jasno, sucho i zielono. Z czasem zrobi się i ciepło, czego jestem jak najbardziej pewien. Odnoszę wrażenie, że wiosny są u nas cieplejsze od lata i to zdecydowanie. Wakacje pod względem pogody często są, że tak powiem, nijakie.
Tak marudzę, a co by się działo, gdybym żył w Islandii? Dzień i noc polarna, potężne wiatry, niż, a do uwieńczenia efektu jeszcze bankructwo państwa. Tam to bym mógł sobie pomarudzić i pogadać. ;) Kraj ten, jeżeli się nie mylę, ma najwyższy współczynnik samobójstw na świecie. Emoland?
W szkole też jakby się powoli robiło lepiej. Ludzie odpowiedzialni za radiowęzeł w końcu się zreflektowali i stwierdzili, że muzyka poprzednio puszczana doprowadzała ludzi do szału. Dopiero teraz, a ja przecież tak głośno, dobitnie i wulgarnie przedstawiałem swoje stanowisko dotyczące puszczanej muzyki, no cóż...
Wiosna nawet zajrzała do naszej pracowni komputerowej. Nie ukrywając nerwów poprosiłem mają nauczycielkę od informatyki o nową klawiaturę, ponieważ stara... eh, no kto lubi pisać pięścią zamiast palcami? Skończyło się na tym, że kochana psorka(jedna z najbardziej pozytywnych postaci w tej szkole) musiała wyciągnąć wszystkie nowe klawiatury i myszki, ponieważ inni również byli w podobnej sytuacji, co ja. Dzięki mnie zmodernizowaliśmy naszą pracownię komputerową, jestem szalenie z siebie dumny!
No i zmiana gazetki w pracowni. Nie wiedziałem, że oderwanie taśmy od ściany spowoduje jej uszkodzenie... ;)
Z nie małą satysfakcją przyglądam się, jak wiosna zmienia wszystko naokoło. Jeszcze trzeba poczekać na cieplejsze dni, a potem to już tylko korzystać i napawać się pięknem natury. Jednak jak to się mówi, w marcu jak w garncu, więc czekam na te ostateczne i zazwyczaj najsilniejsze podrygi zimy.
</description><pubDate>Sat, 21 Mar 2009 10:15:36 +0100</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/21/wiosna-wiosna/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Internet, słowo, wolność.</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/14/internet-slowo-wolnosc/</link><description>Ostatnio przyglądam się pewnej burdzie na forum mojej szkoły. Zebrało się kilka babci-absolwentek oraz grupka zakochanych w sobie i w ich bezsensownej ideologii kolesi z mojego liceum. Co się stało? Zaczęło się od tego, że babcie codziennie pisywały w tematach typu &quot;skojarzenia&quot; itp., co bardzo denerwowało obecnych uczniów LO. Również i mnie drażniło, ale to tylko do momentu. Mianowicie moje zdanie zmieniło się wtedy, kiedy do akcji wkroczyli moi rówieśnicy. Trzeba przyznać, że takie popisy chamstwa, braku inteligencji, zadufania w sobie, przekonania o swojej słusznej i jedynej &quot;prawdzie&quot; bardzo rzadko widuję, toteż po kilku postach już byłem mocno zniesmaczony.
Argumenty uczniów cały czas się powtarzały: spam, bezsensowne zabawy, to &quot;nasze&quot; forum nie wasze (pragnę zauważyć, że to forum założono na NK, które bardziej przydaje się byłym uczniom, niż obecnym ;) ), jesteście stare i śmieszne, my mamy rację!
W praktyce babcie miały jak najbardziej prawo korzystać z forum na NK. Jak dla mnie to właśnie my, młodzież, rzuciliśmy się na ten portal strasznie niszcząc jego jakość. Co więcej, te zabawy to faktycznie spam, ale nikomu nie robią one krzywdy, poza tym starsze panie spamowały tylko w tych trzech tematach i nic poza tym.
Okropne jest to, że moi rówieśnicy wyklinali, obrażali dorosłe osoby w sposób tak żałosny i głupi, że nawet moi znajomi z osiedla, niezależnie po ilu piwach, mieliby więcej klasy. Straszna hipokryzja objawiała się w ich działaniach. Najpierw oni obrażają, potem robią raban o to, że im się na to odpowiada w nie gorszy sposób. Oni zarzucają babciom spam na tych tematach, a sami nawet w innych, ciekawszych nie mają nic ciekawego do powiedzenia oprócz jakże popularnego już &quot;żal&quot;. Ostatni objaw i według mnie najlepszy: bronili dobrego imienia szkoły (sic!) , a sami zapomnieli o kulturze osobistej i reprezentacji szkoły na zewnątrz. Już nie wspominam o gadaniu typu &quot;nie obchodzi mnie, co o mnie mówią, jestem chamem!&quot;, a po chwili pisaniu o tym, co się to o naszej szkole nie gada przez te tematy. ;)
Zakładanie fikcyjnych kont i już bezpośredniego, wulgarnego zachowania, komentować nie trzeba. To takie męskie, w jaki sposób oni stawiają czoła tym starszym paniom, bardzo imponujące!
Jedynym, okropnym grzechem tych pań jest to, że dały się sprowokować tej bandzie i sprowadzić niemalże do ich poziomu. Jednak cóż się dziwić, jak nagle osoba starsza dostaje taki potężny popis chamstwa i debilizmu?
Heh, i to przekonanie moich &quot;kolegów&quot; o ich racji. Nawet nie zdają sobie sprawy jacy oni są żałośni...
Bardzo zabawny jest fakt, że najbardziej aktywni są ludzie, którzy często podpierają ściany w starym ogólniaku. Klasyczny przykład, jak bardzo niektórym wydłuża się penis w Internecie. Cwaniactwo, chamstwo, głupota i przede wszystkim: poczucie bezkarności.
No właśnie. Czy ludzie patrzą na to, co piszą? Czy zastanawiają się nad tym, co przed chwilą &quot;wystukali&quot; na klawiaturze, zanim uwieńczą swoje dzieło uderzeniem w enter? Czy ludzie naprawdę tak się nudzą i są tak bardzo zdesperowani, że robią z Internetu miejsce na wykrzyczenie się, na wyładowanie swoich frustracji?
Najwyraźniej tak. Przykłady tego można wyliczać... nasza-klasa, fotka, onet (tu nacisk na komentarze... ;) . Jest tego ogrom, a każdy traktuje sieć jak swoją własną, prywatną piaskownicę...
Jak to kiedyś raczył powiedzieć Lem:
Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.

Niestety ludzi z głupoty leczyć nie można, pomimo, że to plaga jakich mało. Walczyć z nią też nie ma sensu, trzeba liczyć na teorię doboru naturalnego. ;)) Ludzie nie ważą swoich słów, a przydałoby się. Nie patrzą na to, co robią, bo takie zachowania są akceptowane przez środowiska, w których żyją. Podobnie z tymi chłopaczkami z liceum.
Człowiek czuje się czasami tak wolny, że nie zauważa nawet kiedy daje się manipulować i ograniczać. Czy problem głupoty się rozrasta? Według mnie nie. Jest po prostu coraz więcej możliwości do jej wyrażenia.
</description><pubDate>Sat, 14 Mar 2009 15:44:57 +0100</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/14/internet-slowo-wolnosc/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Mój świat</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/11/moj-swiat/</link><description>Na chwilę obecną środowisko, w którym się poruszam jest dość małe. Moje życie obraca się obecnie wokół mojego domu, miejscowości mojej dziewczyny oraz - a właściwie przede wszystkim - szkoły.
Jestem uczniem drugiej klasy liceum ogólnokształcącego. Nie ważne gdzie to jest i które konkretnie to liceum. Po prostu jest, a ja w nim się męczę. Mówi się o niej niby to z dumą: &quot;szkoła z tradycją&quot;. Gdy kończyłem moje gimnazjum, bardzo się cieszyłem, że tam trafiłem. Późniejsze doświadczenia i obserwacje pozwoliły mi wykształcić pytanie: Od kiedy brud, smród, sypiące się ściany i ogromne zadufanie w sobie jest tradycją?
Z przykrością muszę powiedzieć, że nie przesadzam. Moje liceum łączy te o to wszystkie cechy, jakże negatywne. Szkoła ta &quot;jedzie&quot; od bardzo dawna na opinii najlepszej szkoły w regionie, co w praktyce mija się z prawdą. Budynki szkoły nie pamiętają słowa remont. To smutne, ale dziury w ścianach wiercili piórami jeszcze nasi dziadkowie i są do tej pory pogłębiane. Jeżeli jakiekolwiek sprzęty w szkole istnieją, to jestem pewien, że prześlicznie wyglądają na półkach w kantorkach, gdzie dorobiły się potężnej warstwy kurzu.
Nasza placówka słynie z wysokiego poziomu nauki i przede wszystkim kultury, a jakże! Codziennie jestem świadkiem zwykłego chamstwa nauczycieli wobec uczniów, którzy często ogarnięci paniką szukają miejsca ucieczki. Wyzwiska, ironiczny sposób odnoszenia się, częsty brak umiejętnego przekazywania wiedzy - to domena niektórych nauczycieli tam uczących i to najczęściej rozchodzi się o najbardziej &quot;doświadczoną&quot; część ciała pedagogicznego.
Nie wszyscy są tacy źli, niektórzy to ludzie z powołaniem, nie byle jakie figury, które ożywiają naszą szkołę. To oni tworzą atmosferę, ducha oraz charakter tej szkoły. Szkoda, że są w mniejszości.
Społeczność uczniowska to chyba największa zaleta &quot;Starego&quot; (tak ją nazywamy...). Klasa, w której jestem, to zbiór czasami ciekawych osób o rozmaitym, często dziwnym zachowaniu. Chociaż nie wszyscy się lubimy, to działa u nas rzadko spotykana w innych klasach solidarność i braterstwo. Żeby dodatkowo osłodzić nam życie, dano nam jako wychowawcę jednego z najweselszych nauczycieli. Uczy WFu, żartuje z nami często jak równy z równym, ale nigdy nie zapomina o zasadach, które w jego mniemaniu istnieć powinny i osobiście staram się je uszanować i przestrzegać.
Wśród uczniów zdarzają się jednak wyjątki. Ludzie zadufani w sobie, nietolerancyjni, egocentrycy. Skracając ten opis - ograniczeni. Jest to jednak mały procent, który niekoniecznie jest poważnie traktowany przez resztę i chwała masom za to. ;)
Ogólnie nie czuję się dumny z liceum, do którego uczęszczam. Jest przereklamowane, a jego tradycje i dawne dzieje są odciśnięte tylko na tych starych murach. Człowiek stara się szukać pozytywów wśród tego przytłaczającego, mdłego środowiska. Jak pisałem wcześniej, znajdują się takowe rzeczy, jednak nawet to czasami traci swoje uroki wraz z czasem spędzonym w &quot;Starym&quot;. Ludzie miewają depresję lub pomniejsze dołki. Na twarzach ludzi widać zmęczenie i zdenerwowanie. Cóż, nie dziwię się. Ciężka dola ucznia zmieszana z brudem, z którym nasze panie sprzątaczki nie dają sobie rady, a to wszystko przez potężne przeludnienie.
I ten radiowęzeł! Czasami zastanawiam się, czy ludzie puszczający tam muzykę naprawdę słuchają w domu tego, czym nas raczą? Mnie osobiście ona nie pobudza, ewentualnie doprowadza do furii, rozstrojenia nerwowego.
Smutne jest to, że nasza szkoła na tle szkół zadbanych, nowoczesnych, obracających milionami z UE dzięki zainteresowaniu pracowników, dalej raczy wypinać dumnie pierś. Czy jest tego jakiś powód? Może krótkowzroczność?
W &quot;Starym&quot; potrzebni są młodzi nauczyciele. Tacy, którzy czują powołanie, a ich energia nadaje nowy blask szkole. Są i tacy, ale w zdecydowanej mniejszości. Dzięki Rzecznikowi Praw Ucznia, którym jest młoda nauczycielka, nasza szkoła czasami się wydaje nawet sympatyczna - a to już sukces, brawo! ;)
Oprócz tego, przydałaby się grubsza sumka, która zostałaby należycie wykorzystana. Jako priorytet proponuję remont kanalizacji w nowym budynku, która została totalnie spaprana, a skutki tego roznoszą się w powietrzu. Czasami się jeść odechciewa.
Eh! Gdybym miał trochę więcej czasu, to bym pisał może i ciekawiej, dokładniej. Jogger byłby też lepiej oporządzony, ale jeszcze dużo czasu przede mną. Wierzcie we mnie. Mocy, przybywaj! ;)
</description><pubDate>Wed, 11 Mar 2009 17:44:00 +0100</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/11/moj-swiat/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Ja i tylko ja.</title><link>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/09/ja-i-tylko-ja/</link><description>Pierwszy wpis jest w sumie czymś w rodzaju wprowadzenia, w którym należałoby się przywitać i powiedzieć o sobie słów kilka. Nie zwykłem być nadto oryginalny, więc dopasuję się do tego wzoru.
Na imię mam Tomasz i jestem zwykłym szarym człowiekiem, którego na co dzień mijasz gdzieś na ulicy. Nie zwracasz na niego zbytnio uwagi, bo jesteś pochłonięty swoimi sprawami: począwszy od ocen w szkole/wyników w pracy, kończąc na sprawach naprawdę bliskimi twojemu sercu. Nie wiesz o jego istnieniu, ale być może on wie o Twoim?
Co mnie tu sprowadziło? Co podkusiło, żebym założył Joggera i zaczął w nim pisać? Środowisko, które mnie otacza. Chcę spisać tutaj moje refleksje i spostrzeżenia. Chcę również napisać troszeczkę o sobie samym, jak moje życie wygląda, jak funkcjonuję itd...
&quot;Nic ciekawego&quot; - być może, ale skąd wiesz, czy kiedyś nie napiszę czegoś o Tobie? Czytając moje przyszłe wpisy mam nadzieję, że będziesz szukać analogii do swojego środowiska, w którym żyjesz, czy nawet do siebie samego. Kto wie, a może w moich słowach znajdziesz swoje własne odbicie?
Nie szukaj jednak jakiegoś rodzaju pseudofilozofii, bo w to bawić się nie zamierzam. Niektóre wpisy będą dotyczyły wyłącznie mnie, moich poglądów, wydarzeń w życiu itd.
To by było na tyle, jeżeli jeszcze nie zasnąłeś, to nie jest jeszcze ze mną tak źle. Jeżeli masz w sobie jeszcze dużo samozaparcia, to zapraszam ponownie. ;)
</description><pubDate>Mon, 09 Mar 2009 21:02:57 +0100</pubDate><guid>http://hawkeye.jogger.pl/2009/03/09/ja-i-tylko-ja/</guid><category>Ogólne</category></item></channel></rss>
